Tori Amos – „Abnormally Attracted to Sin”

23 listopada 2009
ok. 2 minut czytania

Nie jest to jakiś duży zarzut. Artystka nagrała zestaw bardzo przyjemnych, raczej spokojnych utworów, które jak najbardziej mogą się podobać. Nie ma jednak mowy o tym, by album wstrząsnął naszym światem. Tradycyjnie już wokalista postarała się, żeby słuchacz miał z czego wybierać, na krążek trafiło więc aż 17 kompozycji. Bardzo udaną propozycją jest ozdobione dramatyczną smyczkową aranżacją „Strong Black Vine”, gdzie głos Tori do złudzenia przywołuje skojarzenia z popisami wokalnymi Siouxsie Sioux, intryguje posępne, przypominające diabelski walczyk „Lady In Blue”, a „Flavor” jest po prostu prześliczne. I tak każdy może zrobić sobie listę faworytów. Jedni będą pod urokiem tych ascetycznych, subtelnie tkanych fortepianową nicią, inni będą promienieć przy utworach pełnych dźwiękowego bogactwa. W zasadzie każdemu z numerów z osobna nie można niczego zarzucić, gorzej gdy spróbujemy ogarnąć je zabrane w całość. Choć ładne nie mają tego magnesu, tego czegoś, co wyniosłoby je ponad przeciętność (rozumianą w skali Tori). Podobne, stonowane, zlewają się w ciut mdławą muzykę tła. Umykają, wyślizgują się naszej uwadze. Gdzieś tam ucho czasem wychwyci ostrzejszą gitarę („Police Me”) czy dziwne „ćwierkania” („Starling”). I tyle. Po chwili wszystko znów ma tę samą barwę. Słucha się tego bardzo miło, ale równie miło obcuje się z dziesiątkami innych płyt, a od pani Amos chciałoby się jednak czegoś więcej.

Najlepszym wskaźnikiem tego, co skrywa „Abnormally Attracted to Sin” jest okładka. Tori jawi się na zdjęciu jako piękna, elegancka i wyrafinowana. Niestety, bardziej przypomina bezdusznego manekina, niż targaną emocjami, pełną pasji kobietę z krwi i kości.