TV on the Radio – „Nine Types of Light”

7 października 2011
ok. 2 minut czytania

Niespodziewanie, po dwuletniej przerwie, w lutym Amerykanie zapowiedzieli nową płytę. Minęły dwa miesiące i oto do naszych rąk trafia „Nine Types of Light”, kolejna odsłona niezwykłych możliwości zespołu.

Delikatny, piosenkowo-balladowy „Will Do”, który muzycy wybrali jako zapowiedź dzieła to doskonała wskazówka. Gros materiału to bowiem łagodne, niemal ulotne nagrania. Zaaranżowane subtelnie, bez kąsających gitar, krzyków, za to nierzadko akustycznie, ze smykami, ciepłym śpiewem czy migoczącymi dźwiękami. Owszem, nie brakuje swoistej nerwowości („Second Song”), gdzieniegdzie skrada się znajome rozedrganie, dęciaki się rozpychają tu i ówdzie („No Future Shock”, „Forgotten”), jest też pulsacja i niepokój („New Cannonball Run”). Wszystko jednak bardziej stonowane, mniej intensywne, chwilami wręcz kojące („You”, „Killer Crane”). Wyjątek, zresztą znakomity, stanowią zwrotki „Caffeinated Consciousness” – nieślubne dzieci Jacka White’a i zbuntowanej sekcji dętej, oraz jedyny roztańczony kawałek w zestawie, hipnotyczny „Repetition”.

„Nine Types of Light” to zdecydowanie najbardziej przystępna i prosta propozycja w dorobku formacji. Paradoksalnie ów brak stylistycznych zgrzytów, odrobiny szaleństwa, dramaturgii i większa piosenkowość działają trochę na niekorzyść. Co prawda mamy do czynienia z bardzo ładną i niezmiennie nietuzinkową muzyką, nie jest ona tak porywająca, wciągająca jak to, do czego nas zespół przyzwyczaił. To jednak niewielka i jedyna wada longplaya.

Jedno jest pewne, Amerykanie nadal mogą pochwalić się nieprzeciętną muzyczną wyobraźnią, udowodnili też, że jeszcze wiele mają do powiedzenia i, że wciąż potrafią zaskakiwać.