Vampire – „Vampire”

26 lutego 2014
ok. 3 minut czytania

Powrót do oldschoolu stał się na świecie czymś powszechnym. Z tym, że niektórzy płaszczykiem starej szkoły przykrywają brak wyobraźni i koniunkturalne intencje, inni zaś wracają do mającej różne barwy estetyki retro z prawdziwej pasji, miłości, przekonania, mając gdzieś to, czy zarobią na tym jakiś grosz czy nie. Dla tych drugich liczy się szczerość, serce zaangażowane na 100 procent, no i rzecz jasna wyobraźnia, pozwalająca w oldschoolowym klimacie stworzyć cudną muzykę. Vampire to par excellence przykład podejścia drugiego. Owocem tegoż jest wspaniały imienny debiut kapeli z Göteborga.

Zestawienie w leadzie Vampire i Obliteration to zabieg celowy, bo obydwie formacje czynią głęboki pokłon tradycji szwedzkiego death metalu (ociupinkę naleciałości niemieckiego thrashu też da się usłyszeć oraz estetyki gore wziętej od np. Autopsy). Z tym, że Norwegowie to młodziki, z bliska wyglądający na takich, co dali nogę ze szkoły, by podokazywać na wagarach. Większość członków Vampire to faceci po trzydziestce, którzy mocną muzę mają w DNA od lat. Lars Martinsson, który daje w Vampire gardła jako Hand Of Doom, prowadził metalowy zine, a wciąż jest jednym z piszących do magazynu „Close-Up”, cenionego szwedzkiego medium o mocnej muzyce. Zaś gitarzysta Joel Pälvärinne przewinął się kiedyś przez skład Portait, czyli szwedzkiej odpowiedzi na Mercyful Fate. Mniejsza jednak o wiek. Obydwie kapele tworzą muzykę fantastyczną. Vampire grają z taką werwą jakby byli licealnymi młodziakami, którzy mają w sobie tony agresji, którą muszą z siebie wyrzucić i których nikt wokół nie rozumie. Vampire to przede wszystkim, nagrane w całości analogowo!, dynamiczne kompozycje, powstałe z wymieszania wpływów Nihilist/Entombed, Grave, Dismember, wczesnego Edge Of Sanity. Choć Szwedzi nie zapominają o uatrakcyjnieniu formuły. A to przez lekko, subtelnie rozjeżdżającą się gitarę, dyskretną melodyjną solówkę (te są naprawdę rewelacyjne), fajny riff albo fragment akustyczny na gitarze, klawiszach. Każda, absolutnie każda, kompozycja na Vampire to materiał na deathmetalowy szlagier, numer, którzy ożywi publikę na każdym koncercie. Najszybciej chciało mi się wyskoczyć z butów przy „Under The Grudge”, „The Bestial Abyss”, „At Midnight I’ll Possess Your Corpse”, „Black Deserts”. Co nie znaczy, że pozostałym kawałkom czegoś brakuje. Niczego mi tu nie brakuje, absolutnie niczego! Dodać warto, że kwartet zbudował na debiucie naprawdę rewelacyjny, mroczny klimat.

Vampire to murowany kandydat do czołowych miejsc w podsumowaniach na metalowego debiutanta roku 2014. Szwedzi nagrali debiut marzenie, którego najważniejszą cechą jest to, że biją zeń prawdziwe poświęcenie i oddanie sprawie, że tak to ujmę. Podejrzewam, że znajdzie się wielu, którzy narzekać będą, iż czasami ma się wrażenie słuchania jednej kompozycji, bo tempo, motoryka są bardzo podobne. Ale to będą ci najwięksi malkontenci. Reszta będzie czekać na gig Vampire w Polsce. I ja będę z tą resztą.