Wegetariański terror Morrisseya

27 stycznia 2008
ok. 1 minuta czytania

Członkom ekipy towarzyszącej muzykowi podczas trasy koncertowej nie wolno jeść mięsa, pod groźbą utraty posady. Z diety wykluczone są również ryby i owoce morza.

Andrew Winter, zatrudniony podczas amerykańskiego tournée Anglika, opowiedział o doświadczeniach z trasy na łamach magazynu „The Times”.

– Nadrzędną zasadą jest zasada dotycząca wegetarianizmu – zdradził. – Żadnych burgerów i sałatek z szynką. Miałem poczucie, że nawet zwrócenie uwagi na istnienie McDonalda oznaczałoby zwolnienie.

Podobno podczas rekrutacji pracowników Morrissey pyta kandydatów o tytuł pierwszej płyty, jaką w życiu kupili. Członkowie zespołu muszą nosić specjalne, doskonale wyprasowane garnitury podczas prób dźwięku, lotów i wszystkich wydarzeń, w których piosenkarz uczestniczy. Przestrzeń pomiędzy sceną a pierwszym rzędem musi przed przyjazdem muzyka zostać spryskana „zapachem dnia”.

Dotychczasową dyskografię ekscentrycznego Morrisseya zamyka longplay „Ringleader Of The Tormentors” z kwietnia 2006 roku.