Wild Beasts – „Smother”

13 maja 2011
ok. 2 minut czytania

Pamiętacie sławną polską melodię „Do zakochania jeden krok”? Pasuje ona idealnie do wydawnictwa Wild Beats. Wystarczy pierwszy utwór, pierwsze dźwięki, by zakochać się w tym albumie. Rozmarzony, inspirujący, piękny – recenzja tego dzieła mogłaby się zakończyć na tych trzech słowach. Byłaby wtedy krótka, acz treściwa jak sam krążek. „Smother” to zaledwie 40 minut muzyki, ale muzyki niezwykłej, którą tylko mało wrażliwi słuchacze nie będą oczarowani.

Poprzeczkę po dwóch wcześniejszych płytach Wild Beasts ustawili co prawda bardzo wysoko (kto słyszał „Limbo, Panto” i „Two Dancers” na pewno uważa albumy za najciekawsze z tych jakie w ostatnich latach ukazały się na alternatywnej scenie i to nie tylko w Wielkiej Brytanii), jednak jak się okazuje, bestie z nich na tyle zwinne, że trzecim krążkiem udało im się ją przeskoczyć. Pytanie po przesłuchaniu „Smother” nasuwa się tylko jedno: co dalej? Bo apetyty z każdą kolejną płytą zespołu rosną niemiłosiernie. Brytyjczycy udowadniają jednak nowymi piosenkami, że z brakiem pomysłów nie mają problemów. Proste piszą utwory powiecie – jasne, wielkiej kombinacji w ich kompozycjach nie ma. Ale sposób, w jaki odgrywają oni na pozór nieskomplikowane piosenki, to prawdziwe mistrzostwo. Nagrania Wild Beasts są bardzo oszczędne, ale przy tym niesamowicie klimatyczne, pełne wdzięku i bajkowości. Tworzą odrealniony, muzyczny świat, w którym można się zatracić bez reszty. Działająca kojąco na zmysły delikatna elektronika, w połączeniu z pięknym głosem Hydena Thorpe’a, potrafi niemal wyłączyć z otoczenia. I tylko trochę boli, kiedy po „End Come To Soon” zapada ta okropna cisza… Od razu więc radzę ustawić na odtwarzaczu opcję „repeat”. Koniecznie!