Will Butler – „Policy”

18 marca 2015
ok. 2 minut czytania

Każdy, kto był na diecie, wie, że ma się wtedy ochotę na wszystko, czego nie można jeść. Może Arcade Fire to nie dieta, ale Will Butler na swej solowej płycie zachowuje się jak wygłodniały człowiek w supermarkecie. Muzyk rzuca się na czekoladki, makarony i wszystko, co zobaczy na półkach. A bez spożywczych metafor, debiut Kanadyjczyka to szalenie eklektyczny album, na którym Butler wyżywa się artystycznie. Nie dba o spójność, formę, gra i śpiewa, co i jak mu się chce, spontanicznie i beztrosko. Piosenki, których zapewne sam chciałby słuchać.

Zaczyna się od rockowo-punkowego, oldscholowego „Take My Side”, dalej mamy pulsujące, lekko taneczne „Anna” z ejtisowymi klawiszami, później jeszcze zawadiacką, momentami zadziorną piosenkę Son of God” z soulowymi chórkami w stylu Talking Heads (echa tego zespołu pojawiają się zresztą w kilku innych miejscach), następnie motoryczne, indierockowe „What I Want” i ascetyczną balladę „Sing to Me”. Znajdziemy też elementy rock and rolla, popu, folku, trochę brudnego, garażowego grania, nawet funk. Dużo nie znaczy wcale dobrze. Ów muzyczny chaos nie przeszkadza, ale brak dobrych melodii czy ciekawych kompozycji już tak. Sporo w tych nagraniach powierzchowności, pewnej bylejakości. Ciężko traktować ten album poważnie. Ledwie osiem utworów, niespełna półgodziny dość prostych, zupełnie niewyjątkowych utworów.

Ciekawych pomysłów młodszemu z braci Butlerów nie brakuje, ale wybitnym autorem piosenek to on nie jest. Fragmentami bywa świetnie, przebywanie z Willem należy raczej do przyjemności niż do cierpienia, „Policy” jawi się jednak jako kaprys, spełnienie zachcianki. Moralnie w pełni popieram, w końcu trzeba się uszczęśliwiać, ale jako słuchacz jestem lekko zawiedziona.