Wretch 32 – „Black and White”

31 sierpnia 2011
ok. 2 minut czytania

Grime niejedno ma oblicze – przekonywali nas o tym już Dizzee Rascal, Wiley czy Kano. I o ile każdy z nich w końcu spróbował sił z bardziej popową, a wręcz dyskotekową estetyką, wcześniej mocno się natrudził, by jego muzyka była jak najbliższa londyńskiej ulicy. Jermaine Scott, czyli Wretch 32, zabawę w ulicznego zawadiakę porzucił już na starcie, obierając kurs na podbicie brytyjskich list przebojów. W jego muzyce, grime to bardziej słowo-haczyk, magnes na fanów gatunku, którzy bez odpowiedniej otoczki mogliby się nie przekonać do nagrań 26-latka. Początek płyty „Black and White” może jeszcze rzeczywiście im się spodobać – pierwsze numery – kompozycja tytułowa, „Traktor” i „Unorthodox” nie zapowiadają raczej, by nieźle rozkręcająca się grime’owa impreza miała się nagle przekształcić w popowe słuchowisko. A tak się właśnie dzieje – końcówka albumu to zmiana klimatu na zdecydowanie lżejszy, zdominowana piosenkami dla szerokiej publiczności, które z powodzeniem będą się biły o szczyty list przebojów. Takie „Hush Little Baby” albo następujące zaraz po niej „Don’t Go” to propozycje dla słuchaczy w każdym wieku, ze wskazaniem nawet na nastolatków.

Ale Wretch 32 wcale nie kryje, że chce podbić tłumy. Jego pomysł na muzykę to brytyjski hip-hop w wersji jak najbardziej przyswajalnej dla zwykłego zjadacza chleba. Można się oczywiście zżymać, że więcej na „Black and White” słodkich melodii, niż porządnego walenia między oczy, ale skoro Wretch obrał właśnie taką drogę, niech mu będzie. Czasem trzeba też wyluzować, a on w kilku kawałkach próbuje (z powodzeniem zresztą) dogodzić zarówno postawnym bywalcom nocnych klubów, jak i modnej, grzecznej młodzieży. Złotego środka jeszcze nie odkrył, ale już chyba widzi światło w tunelu.